Erystyczna pogoda

Znikłam. Ale jestem. Jakoś.

 W to piękne, iście cudowne lato, gdy słońce nie daje sobie taryfy ulgowej (a więc przy okazji całemu Układowi Słonecznemu), próbuję przetrwać, żeby nie wyzionąć ducha. Może i miejscami przesadzam, ale lato jest moją drugą najmniej lubianą porą roku. Owszem, ma swoje uroki (chociażby pływanie kajakami), wszystko raczej ma, ale trudno się nimi cieszyć, kiedy wtapiasz się w asfalt i tylko marzysz, żeby się przytulić do zimnych kafelków.

Wbrew opinii niektórych nie jestem gadem, który czerpie ze słońca jak najwięcej i wygrzewa się na nim, ile tylko może. Wygrzewam się tylko wtedy, gdy jestem mokra.

Latem bardzo mocno doceniam okna pomieszczeń wychodzące na wschód, tak że słońce zagląda w nie jedynie rankiem, a potem mu przechodzi i idzie w inną stronę, prażąc wszystkie te miejsca z oknami skierowanymi na zachód. Jeśli tylko mogę, staram się nie wyściubiać nosa na zewnątrz przed 19 albo ograniczać sobie tę przyjemność. Równie mocno doceniam sandałki, dzięki którym stopy trzymają mniej ciepła, co pozwala się aż tak nie przegrzewać. Chociaż brak krytego obuwia to niestety zdecydowanie za mało.

Czytaj dalej „Erystyczna pogoda”

Reklamy

Na kanapie u pająka

Wizyta u lekarza.

Marsu: Dzisiaj przychodzę z kręgosłupem.
Lekarz: Trudno byłoby przyjść bez niego.
Marsu: Chyba że bez moralnego. Ale ten też wzięłam.

Jakiejś jego części musiał zapomnieć facet, który w czasie mojej wizyty (wyraźnie było moje 15 minut, a i tak jeszcze na recepcji mówią, że lekarz prosi do środka) wlazł do środka sprawdzić, czy ktoś jest u doktora. Kiedy stałam bez koszulki.

Ale dzisiaj nie o niecierpliwych ludziach, którzy nie umieją słuchać (swoją drogą jeśli coś podobnego przytrafi mi się następnym razem, a z moim szczęściem jest to jak najbardziej prawdopodobne, chyba będę ochrzaniać takich gagatków). Inspiracje przychodzą z różnych miejsc, często dość nietypowych. Bo nie spodziewałam się, że tyle mądrego znajdę w … Spider-Manie.

Czytaj dalej „Na kanapie u pająka”

Zwolnione tempo

Po tygodniu zlecenia, kiedy na pracy spędzało się paręnaście godzin, a dom służył jedynie za nocleg, warto uczcić triumfalny powrót do czterech ścian czymś wyjątkowym. Na przykład przeziębieniem.

Swoją drogą czy też tak macie, że kiedy łapiecie przeziębienie i ktoś pyta, czy wszystko w porządku, zaczynacie zaraz kręcić głową i mówić „ W porządku, przecież nie jestem chory, to tylko przeziębienie”. A przeziębienie to przecież choroba. Kiedy to do mnie dotarło, runął kawałek mojego świata. Może taki nieżyt nosa nie jest niczym strasznym, chyba że przez to skubaństwo łeb pęka od zatkanych zatok. Chyba jednak wolę grypę, ale jak na złość łapię tylko przeziębienia.

Przy okazji – jeśli lekarz zalecił prostowanie przegrody nosowej, nie bójcie się operacji i lećcie śmiało, bo naprawdę warto i czuć ogromną różnicę, jeśli krzywa przegroda przyczynia się do problemów z zatokami.

Ale wyjdźmy już z tego chorego tematu.

Czytaj dalej „Zwolnione tempo”

Czynniki pierwsze strachu

Wraz z poprzednią notką przekroczyłam pierwszy z kamieni milowych – napisać dziesięć notek. Trzeba zatem iść dalej i pobić kolejną dziesiątkę. Póki co założyłam na Facebooku stronę, żeby zapuścić mocniejsze korzenie w sferze Internetu. Możecie się do niej dostać, klikając tutaj lub w ikonkę po prawej stronie menu. Jeszcze tylko Facebook musi mi w końcu pozwolić na utworzenie nazwy użytkownika i będzie pięknie.

Zanim doszło do tego historycznego momentu, czułam w sobie jakąś niechęć. Na co ci to, ale weź się. Tego rodzaju głosy na tyle mnie odciągały od napisania dziesiątej notki, że powstała po ponad dwóch tygodniach od zamiaru jej stworzenia. Lepiej późno niż wcale, ale…

Czytaj dalej „Czynniki pierwsze strachu”

Nienawiść w tłumie

Poniższa notka jest sponsorowana przez hejt.

Tak, wiem, hejt to mocne słowo, w tym przypadku nawet za mocne, ale wiadomo, że w tych czasach to rozbuchane emocje się sprzedają. Nie można napisać, że Stoch pokonał swoich rywali, bo kogo to zainteresuje. Za to jeśli Kamil zmasakruje wszystkich – to coś zupełnie innego. Lubimy mocne słowa i przesadę.

Ale do rzeczy.

Wiosna. Piękny okres. Wszystko się budzi do życia, zaś samo patrzenie na kwitnącą przyrodę sprawia, że serce roście, patrząc na ten czas. W głowie rodzą się tysiące pomysłów i refleksji, inne z kolei wracają ze zdwojoną siłą. Jak na przykład ta, czy by jednak nie zrobić prawa jazdy i kupić samochód.

Czytaj dalej „Nienawiść w tłumie”

Notice me, senpai!

Za każdym razem, kiedy zima oddaje wiośnie coraz mniej wychłodzone centrum dowodzenia, nie mogę wyjść ze zdumienia, że drzewa to coś więcej niż gruby badyl wyrastający z ziemi, a na jego gałęziach rosną liście. Naprawdę, każdej wiosny dzieje się to samo: idę przez miasto albo wyglądam z okna i myślę sobie „To tak można?”. Ano można. I to jak.

Z drugiej strony odnoszę wrażenie, że ktoś parę lat temu zwinął przedwiośnie. Gdyby Żeromski tworzył w obecnych czasach, miałby problem z nadaniem tytułu pewnej znanej powieści, która ma niezły początek, ale potem już nie jest tak kolorowo. Jakiś porywacz uprowadził przedwiośnie i nawet nie chce za niego okupu, tylko od razu atakuje bombami naszpikowanymi wiosną. Niby miło, ale czegoś jednak brakuje. Może to trochę drastyczna forma zwrócenia na siebie uwagi, że halo, mam tu wiosnę, na którą wszyscy czekacie, tylko spójrzcie?

Czytaj dalej „Notice me, senpai!”

Pusto wszędzie…

Każdy zna to uczucie, kiedy po tym, gdy coś ważnego się skończy, człowiek błąka się od kąta do kąta zagubiony, nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić. Zewsząd otacza go pustka, która wylewa się z głębin jego jestestwa, zaś po otępiałej głowie krąży tylko jedno pytanie: i co teraz?

No właśnie, co teraz? Sezon skoków się skończył ponad tydzień temu, wciąż wyglądam kolejnych konkursów, a te jak na złość nie nadchodzą. Śledzenie zmagań ludzi o ograniczonej poczytalności, którzy wyskakują na długich płozach i starają się nie zabić, wieńcząc swoją próbę efektownym rozkrokiem, od dawna sprawia mi wiele przyjemności, a dodatkowo w ciągu paru ostatnich lat ta miłość ponownie się rozgrzała do granic wytrzymałości (nie, wcale to nie ma związku z gorszą postawą Austrii i obniżką formy Schlierenzauera…). Jak zaczarowana wpatrywałam się w ekran od praktycznie połowy listopada. Jedna trzecia roku cyrku na nartach i nagle koniec, nie ma, po więcej zgłoś się za zdecydowanie za dużo miesięcy. Zostają powtórki, głupie przeróbki na YouTube’ie i pustka.

Czytaj dalej „Pusto wszędzie…”