Jeszcze trochę

Siła moja jak ściany mojego pokoju
Broni wnętrza kruchego
Wnętrza, co samo nie wie, co w sobie zawiera:
Czym dzieckiem ciągle, czy już dorosłą?

Moja twierdza, moja przestrzeń niepodległa
We władaniu moim i tylko moim
Czemu więc niczym wolność się osuwa
A oni dążą do jej zniszczenia?

Czytaj dalej „Jeszcze trochę”

Reklamy

Srebro i złoto

Wyglądam w dal i widzę świat, lecz czym on w ogóle jest?
Tam rozpacz tylko, gorzkie łkanie, rozczarowania smak
Chcę uciec, bardzo; dokąd iść, gdzie znajdzie się mój cudny raj?
Gdziekolwiek pójdę, tyrana uścisk dosięgnie zawsze mnie
I wtedy widzę blask…
To wyobrażeń świat.
Tu wolna będę, tu osiąść chcę, tu spełnię swe marzenia
Uniosę się wysoko tam, gdzie horyzontu widać kształt
Pode mną chmury, burza, deszcz, nade mną słońce złote lśni
To miejsce me, tu czuję, że osiągnę pełnię swą
Na ziemi tylko pech…
Czytaj dalej „Srebro i złoto”

Wakacje bez wakacji

Mówi się, że cierpliwość zawsze się opłaca. Nie wiem, czy to stwierdzenie można uznać za aksjomat, ale z pewnością każdy spotkał się z określeniem „warto było czekać”. Ciekawe, czy faktycznie warto było, czy po prostu miało się innego wyjścia. Kiedy kelner w końcu przyniesie talerz z wyczekiwaną potrawą, docenia się jej smak, ale zapewne gdyby można było szybciej się wgryźć w zawartość talerza, smakowałaby ona równie dobrze. Jak zamówiłam spodnie, które dotarły do mnie sporo później, niż powinny, wcale nie wyglądałam w nich od tego lepiej, a jedynie przestałam co chwilę odświeżać pocztę. Ale może jednak coś jej w tym tęsknym wyczekiwaniu za czymś pięknym i wspaniałym.

W każdym razie czas powszechnie uznawany za wakacje dobiega końca, jednak do moich zostało jeszcze trochę odliczania. Niemal pękałam z zazdrości, jak widziałam zdjęcia znad morza lub innych akwenów, samej smażąc się w nagrzanym mieście, ale teraz spokojnie oczekuję, aż wyjdę z domu z walizką, która w podróży powrotnej będzie się z trudem domykać. Choć przyznam, że jednej rzeczy na pewno nie mogę się doczekać – robienia tony zdjęć cudownych widoków.

Czytaj dalej „Wakacje bez wakacji”

Erystyczna pogoda

Znikłam. Ale jestem. Jakoś.

 W to piękne, iście cudowne lato, gdy słońce nie daje sobie taryfy ulgowej (a więc przy okazji całemu Układowi Słonecznemu), próbuję przetrwać, żeby nie wyzionąć ducha. Może i miejscami przesadzam, ale lato jest moją drugą najmniej lubianą porą roku. Owszem, ma swoje uroki (chociażby pływanie kajakami), wszystko raczej ma, ale trudno się nimi cieszyć, kiedy wtapiasz się w asfalt i tylko marzysz, żeby się przytulić do zimnych kafelków.

Wbrew opinii niektórych nie jestem gadem, który czerpie ze słońca jak najwięcej i wygrzewa się na nim, ile tylko może. Wygrzewam się tylko wtedy, gdy jestem mokra.

Latem bardzo mocno doceniam okna pomieszczeń wychodzące na wschód, tak że słońce zagląda w nie jedynie rankiem, a potem mu przechodzi i idzie w inną stronę, prażąc wszystkie te miejsca z oknami skierowanymi na zachód. Jeśli tylko mogę, staram się nie wyściubiać nosa na zewnątrz przed 19 albo ograniczać sobie tę przyjemność. Równie mocno doceniam sandałki, dzięki którym stopy trzymają mniej ciepła, co pozwala się aż tak nie przegrzewać. Chociaż brak krytego obuwia to niestety zdecydowanie za mało.

Czytaj dalej „Erystyczna pogoda”

Na kanapie u pająka

Wizyta u lekarza.

Marsu: Dzisiaj przychodzę z kręgosłupem.
Lekarz: Trudno byłoby przyjść bez niego.
Marsu: Chyba że bez moralnego. Ale ten też wzięłam.

Jakiejś jego części musiał zapomnieć facet, który w czasie mojej wizyty (wyraźnie było moje 15 minut, a i tak jeszcze na recepcji mówią, że lekarz prosi do środka) wlazł do środka sprawdzić, czy ktoś jest u doktora. Kiedy stałam bez koszulki.

Ale dzisiaj nie o niecierpliwych ludziach, którzy nie umieją słuchać (swoją drogą jeśli coś podobnego przytrafi mi się następnym razem, a z moim szczęściem jest to jak najbardziej prawdopodobne, chyba będę ochrzaniać takich gagatków). Inspiracje przychodzą z różnych miejsc, często dość nietypowych. Bo nie spodziewałam się, że tyle mądrego znajdę w … Spider-Manie.

Czytaj dalej „Na kanapie u pająka”

Zwolnione tempo

Po tygodniu zlecenia, kiedy na pracy spędzało się paręnaście godzin, a dom służył jedynie za nocleg, warto uczcić triumfalny powrót do czterech ścian czymś wyjątkowym. Na przykład przeziębieniem.

Swoją drogą czy też tak macie, że kiedy łapiecie przeziębienie i ktoś pyta, czy wszystko w porządku, zaczynacie zaraz kręcić głową i mówić „ W porządku, przecież nie jestem chory, to tylko przeziębienie”. A przeziębienie to przecież choroba. Kiedy to do mnie dotarło, runął kawałek mojego świata. Może taki nieżyt nosa nie jest niczym strasznym, chyba że przez to skubaństwo łeb pęka od zatkanych zatok. Chyba jednak wolę grypę, ale jak na złość łapię tylko przeziębienia.

Przy okazji – jeśli lekarz zalecił prostowanie przegrody nosowej, nie bójcie się operacji i lećcie śmiało, bo naprawdę warto i czuć ogromną różnicę, jeśli krzywa przegroda przyczynia się do problemów z zatokami.

Ale wyjdźmy już z tego chorego tematu.

Czytaj dalej „Zwolnione tempo”

Czynniki pierwsze strachu

Wraz z poprzednią notką przekroczyłam pierwszy z kamieni milowych – napisać dziesięć notek. Trzeba zatem iść dalej i pobić kolejną dziesiątkę. Póki co założyłam na Facebooku stronę, żeby zapuścić mocniejsze korzenie w sferze Internetu. Możecie się do niej dostać, klikając tutaj lub w ikonkę po prawej stronie menu. Jeszcze tylko Facebook musi mi w końcu pozwolić na utworzenie nazwy użytkownika i będzie pięknie.

Zanim doszło do tego historycznego momentu, czułam w sobie jakąś niechęć. Na co ci to, ale weź się. Tego rodzaju głosy na tyle mnie odciągały od napisania dziesiątej notki, że powstała po ponad dwóch tygodniach od zamiaru jej stworzenia. Lepiej późno niż wcale, ale…

Czytaj dalej „Czynniki pierwsze strachu”